Przed lustrem

loading...


Stałam przed lustrem w hotelowej łazience. Byłam w staniku, czarnych, koronkowych majtkach do kompletu i pończochach.

Malowałam się na konferencję. Miałam wygłosić na niej prelekcję. Strasznie się stresowałam… Wszedłeś do łazienki z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Podszedłeś do mnie i klepnąłeś mnie delikatnie w pupę. Wiedziałam co to znaczy, więc poprosiłam żebyś przestał. Położyłeś dłonie na moich ramionach. Bez słowa, powoli i czule zacząłeś całować mnie w szyję.

– Muszę to skończyć!

– Uhm… – zamruczałeś cicho i zsunąłeś jedno ramiączko z mojego ramienia.

– Kochanie, naprawdę muszę!

– Wiem, nie przeszkadzaj sobie – odpowiedziałeś i zsunąłeś drugie, całując mój kark. Próbowałam dalej się malować, ale rozpiąłeś mi stanik i rzuciłeś go w kąt.

– Proszę, nie!

Zacząłeś bawić się moimi piersiami, więc już nie miałam szans się skupić. Odłożyłam wszystko na półkę. Stałeś nagi, bardzo blisko mnie i czułam dreszcze przy każdym Twoim ruchu. W lustrze patrzyłeś mi w oczy. Uśmiechnąłeś się znowu i zacząłeś drapać moją skórę na piersiach. Najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej.

– Tak? – zapytałeś, szukając potwierdzenia, że to uwielbiam.

– Tak… – szepnęłam i zamknęłam oczy. Drapałeś skórę, szczypałeś i ciągnąłeś moje sutki, a mnie coraz trudniej było stać na nogach. Jedną dłoń przesunąłeś wyżej, w kierunku twarzy i wcisnąłeś palec w moje usta. Ssałam go przez krótki moment, w tym czasie Ty sięgnąłeś po Czarnego, który leżał tuż obok po wczorajszym wieczorze. Błysk w Twoim oku spowodował, że zadrżałam… Przysunąłeś Czarnego do moich ust i kiwnąłeś głową. Grzecznie wysunęłam język i polizałam jego czubek.

– Dobrze, a teraz otwórz usta.

Przestraszyłam się, ale zrobiłam co kazałeś, a Ty powoli wsunąłeś czarnego między moje wargi. Wyjąłeś i znów wsunąłeś, tym razem głębiej. Docisnąłeś mnie ciałem do umywalki tak mocno, że nie mogłam się ruszyć. Lewą ręką złapałeś za włosy i odchyliłeś do tyłu moją głowę. Czarnego wepchnąłeś jeszcze głębiej.

Wyjąłeś i wepchnąłeś jeszcze raz.

Puściłeś włosy i położyłeś dłoń na mojej szyi.

– Chcę go poczuć. Tutaj – powiedziałeś tonem nie znoszącym sprzeciwu i przycisnąłeś dłoń do mojej szyi jeszcze mocniej. Prawą ręką sterowałeś Czarnym, za każdym razem wpychając go mocniej w moje gardło. Równocześnie czułam, jak Twój penis wciska się między moje pośladki i staje się coraz twardszy, przez co byłam jeszcze bardziej podniecona…

Ksztuściłam się, ale nie miałeś litości. Tylko raz na kilkanaście ruchów wyjmowałeś Czarnego z moich ust, żebym mogła złapać oddech, a potem wpychałeś znów, tak głęboko, że po policzkach kapały mi łzy. Po kilku minutach tej tortury puściłeś mnie i odłożyłeś Czarnego.

– Dobrze, a teraz klęknij.

Zanim zdążyłam to zrobić obróciłeś mnie przodem do siebie i stanąłeś nade mną. Kiedy tylko moja twarz znalazła się na Jego wysokości, wsunąłeś mi Go w usta i powtórzyłeś trening. Trzymając za włosy odchyliłeś do tyłu moją głowę i wpychałeś Go tak głęboko, jak tylko mogłeś. Kiedy z Twoich ust wymsknęło się ciche “o taaak” myślałam, że spłonę…

Zastanawiałam się, czy skończysz i mnie tak zostawisz. Wiem, że to możliwe, choć nie w Twoim stylu. I faktycznie – wyjąłeś Go z moich ust, a palcem roztarłeś mi moją własną ślinę na twarzy.

– Wstań! – to był rozkaz i choć nogi odmawiały mi posłuszeństwa, próbowałam się podnieść. Znów oparłeś mnie o umywalkę i sięgnąłeś po Czarnego. Pośliniłeś drugą dłoń i wsunąłeś mi ją między nogi. Palec włożyłeś do środka…

– Gotowa. To dobrze. – powiedziałeś i włożyłeś w nią Czarnego. Całego. Zawyłam… Z rozkoszy i z bólu. Zacząłeś nim ruszać, wyjmować go i wkładać aż do końca, cały czas bacznie obserwując mnie w lustrze.

Nagle przerwałeś. Trzymając go ciągle w środku podniosłeś moja lewą nogę i oparłeś ją o krawędź wanny. Potem szarpnąłeś biodra do tyłu i splunąłeś między moje pośladki. Wcisnąłeś Go w moją pupę… A ja zamarłam od nadmiaru bodźców i wrażeń.

– Patrz! – szarpnąłeś mnie za włosy i spojrzałeś w oczy mojemu odbiciu w lustrze przed nami. Czekałeś aż otworzę oczy i spojrzę na nas. A potem zacząłeś szaleńczą jazdę… Jedną dłonią ciągle trzymałeś we mnie Czarnego, drugą trzymałeś mnie, żebym na pewno nie mogła się wyrwać. Czułam Cię w pupie mocniej niż zawsze i wiedziałam, że zaraz odlecę. Trzymałam się kurczowo krawędzi umywalki, do której dociskałeś mnie swoim ciałem. Nie miałam szans się ruszyć, choć chciałam uciekać.

Nie byłam w stanie dłużej patrzeć. Dyszałam i jęczałam coraz głośniej, więc położyłeś mi dłoń na ustach. Nagle zatrzymałeś się, ciągle będąc w środku.

– Zrób to.

Chciałam zapytać o co Ci chodzi, ale nie mogłam, bo ciągle zasłaniałeś mi usta.

– Wiesz co. – spojrzałeś znacząco w dół, w kierunku mojej łechtaczki.

Bałam się. Krępuje mnie to. Wiedziałam , że w takim ustawieniu odlot będzie totalny i choć pragnęłam go jak niczego innego, bałam się…

– Teraz!

Prawą dłonią puściłam umywalkę i skierowałam ją między swoje nogi. Zaskoczyło mnie, jak ciepło i mokro tam było. Łechtaczka była nabrzmiała, aż prosiła by jej dotknąć.

Ruszyłeś, a ja wstrzymałam oddech i zgrałam tempo z Twoim. Wystarczyło kilka chwil…

…żebym straciła kontakt z rzeczywistością, za to poczułam, jak w środku eksploduję. Jak wszystko się we mnie kurczy, a równocześnie wydaje się gigantyczne. Przed oczami miałam ciemność, która wiruje i nigdy się nie kończy. Usłyszałam stłumiony ryk i zdałam sobie sprawę, że to mój własny głos, którego nie udało Cię się powstrzymać dłonią na moich ustach. Ciało najpierw całe się spięło, a potem nagle zrobiło zupełnie bezwładne, nogi nie były w stanie utrzymać mnie w pionie. Złapałeś mnie mocno i sekundę później poczułam, że i Ty już jesteś…

Po chwili tej ciemności przytuliłeś się do moich pleców, objąłeś mnie ramionami i wtuliłeś usta i nos w moją szyję. Chciałam, żeby ten moment nigdy się nie skończył…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *