Seks ochroniarz

loading...

Seks ochroniarz. Zjeżdżała windą z trzydziestego drugiego piętra, będąc dopiero na dwudziestym ósmym – dość stara, zdezelowana już winda, ruszała się ociężale, bujając się i charcząc nieprzyjemnie.
Ubrana w morelową koszulkę na ramiączkach, ciemne, obcisłe, jeansowe biodrówki i ładne, czarne szpilki, trzydziestoletnia, długowłosa szatynka, specjalistka do spraw marketingu, bardzo niecierpliwiła się ta żmudną przeprawą. Dziś właśnie wypadały jej urodziny i chciałaby być już w domu, przewidując, że kochający mąż na pewno przygotował jej jakąś niespodziankę, robił to przecież co roku.
Dźwig “mknął” przez dwudzieste… jedenaste… piąte piętro, w końcu zatrzymał się u upragnionego celu, więc nad wyraz szczęśliwa dziewczyna wyszła z kabiny i udała się w głąb parkingu, w kierunku trzyletniego, srebrnego Forda.
– Pani Davis! – dobiegł do niej męski głos.
Odwróciła się, zatrzymawszy w miejscu.
– Proszę tu podejść – poprosił trzydziestosześcioletni, ciemnowłosy, wysoki i dość chudy ochroniarz.
Zbliżyła się, zdziwiona faktem widniejącej przed nią, nowej twarzy, przecież o tej godzinie zmianę powinien mieć Lenny, jej rówieśnik.
– O co chodzi? – zbliżyła się.
– Dobry wieczór, jestem Eric – facet wyciągnął swoją dużą, męską dłoń.
– Dobry wieczór, Jennifer. O co chodzi? Śpieszę się – ponaglała, ściskając jego rękę, lecz gdy w tym momencie poczuła niego woń alkoholu, nieco uważniej przyjrzała się brunetowi.
– Pije pan w pracy? – wyjechała od razu, z niemałym zdziwieniem, mężczyzna wyglądał, na nieco podpitego. – Gdzie jest Lenny? On powinien teraz pełnić dyżur.
– Tak, będzie za kwadrans. Nie, nie piję w pracy, wypiłem niewielkiego drinka, dla rozluźnienia. To mój pierwszy dzień, więc trochę się denerwuję i mam nadzieję, że mnie pani nie wsypie – tłumaczył się, zaśmiawszy się żartobliwie i zaraz dodał: – Znalazłem złoty kolczyk, być może to którejś z pani koleżanek. Proszę pójść ze mną, oddam go pani, a jutro popyta pani w biurze – usta wyginały się w przyjaznym uśmiechu.
Szatynka zaniechała tematu i ruszyła za młodym mężczyzną, by po chwili dojść do drzwi jego małej kanciapy, pomieszczenia pięć na pięć metrów, ze stolikiem i kanapą przy prawej ścianie, dużą szybą i umieszczoną naprzeciw niej ladą. Stało za nią też obrotowe krzesło, kilka monitorów i duża, podłużna szafka z czajnikiem we wnęce.
Mężczyzna puścił ją przodem i gdy tylko dziewczyna przekroczyła próg, Eric przekręcił siedzący w drzwiach klucz i natychmiast schował go do kieszeni.
– Co pan robi?! – niemal krzyknęła, zdezorientowana.
– To, co miałem zrobić już dawno, pani Davis – wygiął usta w niepokojąco złowrogim uśmiechu.
– Proszę otworzyć drzwi! – rozkazała, szarpiąc za klamkę, lecz jaki był cel tego działania?
“Co on robi, przecież to ochroniarz?! – pomyślała, wystraszona. – A może nie…?! – strach zamienił się w panikę.
– Jenny, uspokój się i nie psuj klimatu, wszakże tak miło zaczęliśmy znajomość – rzekł ze stoickim spokojem, operując zadowolonym wyrazem twarzy.
– Otwórz drzwi, albo dzwonię na policję! – huknęła trzydziestolatka i zaraz w popłochu wyjęła telefon.
– Odłóż to! – warknął ozięble, lecz dziewczyna już wybierała numer nie zdając sobie sprawy, że tylko podburza faceta. – Kurwa, powiedziałem odłóż!!! – zagrzmiał i wyrwawszy jej komórkę, mocno ścisnął jej szyję.
– Co ty robisz?! – pisnęła cicho, a serce zaczęło walić, jak młotem.
– Nie pamiętasz mnie? – zrobił bardzo wymowną minę, luzując nieco uścisk.
– Nie, nie znam cię – wydusiła, nadal nie mogąc zaczerpnąć wystarczającej ilości powietrza.
Nie miała pojęcia, co zamierza, badała go tylko, powiększonymi ze strachu źrenicami, próbując odczytać z oblicza mężczyzny jego obecne myśli.
– Naprawdę? Nie pamiętasz “Blue Cascade” trzy lata temu? – przeszył ją dziwnym wzrokiem, nakazującym udzielenia oczywistej dla niego odpowiedzi.
I teraz zrozumiała! Przypomniała sobie bruneta, który podszedł do niej, gdy popijając drinka, czekała na koleżankę; który chciał się na chwilę przysiąść i postawić jej następnego i którego w tak bezczelny i niemiły sposób spławiła, drwiąc z niego potem z sumienną pomocą przyjaciółki.
– Zadałem ci pytanie! – ryknął i agresywnie pchnął ją w tył.
Upadła na podłogę i dopiero teraz zobaczyła leżącego za ladą, nieprzytomnego, związanego i zakneblowanego, prawdziwego pracownika ochrony. Przeszedł ją lodowaty dreszcz paniki i natychmiast, w pozycji siedzącej zaczęła się cofać, gdyż Eric właśnie ruszył w jej stronę.
– Zostaw mnie, nie podchodź! – krzyknęła zatrwożona, lecz on szedł dalej. “Boże, co on chce zrobić?!” Przez głowę przelatywało jej tysiąc myśli i próśb, aby ktoś się pojawił, zajrzał przez szybę, zapukał… Nie zostały jednak wysłuchane, przynajmniej nie w tej chwili.
Odsuwała się coraz szybciej, w końcu dotarła do ściany, kończąc tym samym “wycieczkę”. Stanął nad nią i boleśnie chwytając za ramiona, podniósł jak kukłę do pionu. Spojrzał w jej przerażone, niebieskie oczy, po czym mocno odepchnął, powalając na kanapę.
– Rozbieraj się! – nakazał głosem napalonego demona.
– Nie, wypuść mnie, otwórz drzwi! – wykrzyczała, lecz zaraz zrozumiała, że nie powinna się stawiać, że musi na spokojnie.
“Kurwa!” – wściekła się na siebie, widząc jego obecną, zapowiadającą wszystko, co najgorsze, minę. Wiedziała przecież z opartych na faktach filmów, że tacy psychopaci różnie reagują na opanowanie, rozmowę, miły gest i często dają się omamić, ale czy on…?
Zamyśliła się, a strach zmienił się w nagłą kombinację, jak to wszystko odwrócić, jak go uspokoić?
Mężczyzna wisiał nad nią w oczekiwaniu, aczkolwiek widząc, że bezczelnie ignoruje jego polecenie, sięgnął wreszcie za kontuar, wyjął gumową, policyjną pałkę, podszedł do kobiety i bez słowa huknął ją nią po lewym ramieniu.
– Aaaaaaa…!!! – wydała przeszywający uszy, bestialski krzyk i padła na prawą stronę, łapiąc się za rękę.
Zaczęła głośno płakać, cios był niewyobrażalnie bolesny. Eric odłożył narzędzie, chwycił szatynkę za ubranie i mocno łupnął nią o ścianę, wydając się być niewzruszonym jej cierpieniem. Jęknęła z bólu, patrząc w jego zimne oczy, z których nijak nie dało się wyczytać, jaką krzywdę zamierza jej zrobić. To tylko wzmogło strach, zabierając przy okazji resztki powietrza.
Wciąż gapił się na drżącą w jego uchwycie kobietę, widocznie usatysfakcjonowany jej strachem
– Powiedziałem, rozbieraj się, dziwko! – zagrzmiał, gdy już się napatrzył i cisnął nią o podłogę. – Siadaj i ściągaj te szmaty! – wskazał czerwony mebel.
Kompletnie zszokowana dziewczyna cały czas spoglądając przez szybę, czy nie nadchodzi jakaś pomoc, latającymi dłońmi powoli zdjęła bluzkę. Po tej czynności zatrzymała się jednak. Pomimo, iż była przerażona i nie chciała go podburzać, to niestety, coś siedzącego w jej wnętrzu nie pozwoliło jej rozebrać się do końca.
A może to nadzieja? Złudna nadzieja, że gdy spróbuje przeciągnąć, odczekać, to może facet się uspokoi i zmieni zdanie, rozmyśli się, odpuści…?
Szybko jednak rozwiał jej wątpliwości, biorąc zamach przed samą jej twarzą.
– Nieeee… Juuuż, dobrzeee! – wrzasnęła, kuląc się i wolnym, niepewnym ruchem pozbyła się białego, jedwabnego stanika, po czym w okamgnieniu, skrzyżowanymi rękoma zakryła piersi.
Spojrzała na mężczyznę i widząc, że surowy, nakazujący wyraz twarzy nie uległ zmianie i że nadal czeka, skierowała dłoń w kierunku spodni i już chciała rozpinać guzik…
– Wystarczy! – fuknął, wywołując zdumienie, ale i ulgę, która szybko jednak prysnęła, gdy ponownie wziął pałę. – No nie wstydź się, pokaż, co tam masz – uśmiechnął się, napierając atrybutem na jej lewe przedramię i nakazując tym samym zabranie rąk.
Przerażona szatynka odsłoniła klatkę piersiową i mężczyzna natychmiast chwycił w dłoń jej lewą krągłość, którą po chwili zaczął dość boleśnie uciskać. Pisnęła przejmująco.
Gniótł ją dłuższy czas, po którym się wyprostował i zaczął rozpinać rozporek. Jenny struchlała od stóp do głów, a na jej skroniach pojawiły się pierwsze oznaki wilgoci.
– No, maleńka, zobaczymy, czy umiesz tak dobrze ssać, jak drwić – uderzył zimnym, złośliwym śmiechem.
– Nie, proszę cię, przepraszam… Nie powinnam… – zaczęła się usprawiedliwiać najczulej, jak umiała. – Byłam młoda i głupia, teraz już zrozumiałam. Wiem, byłam chamska, przepraszam, proszę, nic mi nie rób, proszę cię…
– Zamknij się, nie pozwoliłem ci otwierać mordy! – zawył, brutalnie uderzając ją w twarz. – Chyba, że do obciągania! – drwił.
Po raz trzeci zalazła się na ziemi, lecz natychmiast, agresywnie chwycił ją za kark i bez cienia wysiłku postawił na kolana, zaciskając w dłoni jej kasztanowe włosy.
– No, malutka, jedziesz! – nakazał, poklepując ją penisem po policzku.
– Proszę cię, wypuść mnie…
– Kurwo, masz być posłuszna, rozumiesz! – zawył, chwycił pałę, mocno ścisnął jej policzki i rozchylając wargi, wsadził jej narzędzie w usta, po czym zaczął agresywnie pchać je w przód i w tył.
Dziewczyna zaczęła się dławić, próbując jednocześnie wygłaszać desperackie prośby, lecz te wydostawały się z jej buzi jedynie jako jeden wielki zlepek niezrozumiałego bełkotu.
– Coś mówiłaś? – mocniej wygiął do tyłu jej głowę, przeszywając ją diabelskim, okraszonym uśmieszkiem wzrokiem, lecz dał jej ustom chwilę odpocząć.
– Proszę Cię, przestań – błagała, zwilżając swoje policzki słoną cieczą.
– Chyba masz dziś urodziny, mam więc dla ciebie pięknego tulipana – oznajmił, kolistym ruchem członka gładząc jej twarz.
– Proszę cię…
– No malutka, dawaj, wiesz przecież, że to nieładnie nie przyjąć prezentu – cynicznie wygiął usta, napawając się przerażeniem, a może i obrzydzeniem młodej kobiety, po czym ponownie wystawił twardego penisa przed jej nos.
– Nie mogę, nigdy tego nie robiłam, błagam cię – wybąkała, drżąc na obolałych już kolanach.
– Ale być wredną, zimną suką to możesz?! – zagrzmiał, przyciskając jej twarz do swojego podbrzusza.
Jeszcze mocniej ścisnął ją za włosy, jęknęła więc z bólu mając wrażenie, ze zaraz wyrwie je razem ze skórą. Trzymał ją kilka chwili w tej pozycji widząc, że mocno cierpi, po czym odkleił jej policzek od swojego ciała i na powrót wyprężył się przed jej oczyma.
– Proszę, kochanie, wszystkiego najlepszego – uśmiechnął się obłąkanie.
Widząc, jaki zadaje jej ból i bojąc się jeszcze większego, tym razem już bez sprzeciwu wzięła go do ust i zaczęła cmoktać, lecz napastnik był wyraźnie niezadowolony wykonywanymi przez nią, dość anemicznymi zabiegami.
– Kurwa, suko, ssij porządnie, bo tak cię zerżnę, że cię maż przez tydzień nie pozna! – zatrąbił, zadając jej w diabelsko mocny cios w plecy.
Zawyła przeraźliwie, wygiąwszy się, jak tylko mogła, ale po chwili jej twarz znowu znajdowała się vis-a-vis jego narządu. Natychmiast objęła go ustami, starając się tym razem usatysfakcjonować mężczyznę na tyle, na ile tylko pozwalał jej targający nią odruch wymiotny. “Przynajmniej nie boli” – podnosiła się na duchu, płacząc rzewnie.
Usilnie chciała spróbować oderwać się od teraźniejszości i pomyśleć o czymś przyjemnym, lecz nie dał jej okazji, bo właśnie zaczął posuwać jej w usta miarowo i rytmicznie, choć niezbyt głęboko. Wystarczyło jednak, aby ją szarpnęło i wypuściła penisa spomiędzy warg.
– Kurwa, pozwoliłem skończyć?! – zagrzmiał dziko, agresywnie pociągnął ją za twarz i ponosząc do pionu, poprowadził w stronę okna, po czym rzucił jak lalkę na stół.
– Błagam cię, nie rób tego! – wrzasnęła.
Panicznie bała się gwałtu zwłaszcza, że już kiedyś o mało nie padła jego ofiarą, udało jej się jednak uciec.
Przykre wspomnienie owego dnia natychmiast stanęło w jej wyobraźni, a świadomość, że dziś nie uda jej się uniknąć wykorzystania, że będzie cierpieć, wywołała już maksymalne, dławiące wręcz przerażenie.

Napastnik kompletnie zignorował jej prośby i po chwili miała już rozpięty guzik, zaczęły się jednak problemy z zamkiem. Dziewczyna miotała się i rzucała, jak mogła, krzycząc głośno o pomoc, wreszcie prześladowca stracił cierpliwość.
– Kurwo, myślisz, że sobie z tobą nie poradzę?! – ryknął i odwróciwszy dziewczynę na plecy, z pełnym impetem uderzył ją pięścią w twarz.
Zatarła jej się świadomość, zaszumiało w uszach, po chwili jednak znów leżała na brzuchu, ze ściągniętymi spodniami. Ścisnął ją za włosy, niemal je wyrywając i trzymając jednocześnie jej obie dłonie, natychmiast wszedł w mniejszą dziurkę kobiety, przeszywając ją upiornym, rozrywającym zewsząd bólem. Wrzasnęła na całe gardło, wyginając się jak gimnastyczka. Wąskie, nieprzyzwyczajone do tego rodzaju miłości ciało miało wielkie opory w kwestii przyjmowania nieproszonego gościa, Eric był jednak bardzo silny, więc bez problemu poradził sobie sobie z tą małą niedogodnością, z każdą sekundą wbijając się w kobietę coraz mocniej i głębiej, bezlitośnie szarpiąc jej ciało.
“O Boże, jak długo jeszcze?!” – myślała wyczerpana dziewczyna, płacząc, a wręcz wyjąc histerycznie.
Nigdy nie odbyła stosunku analnego, dlatego też ból był nie do zniesienia, czuła go wszędzie, w każdym zakamarku swojego “Ja”. Miała wrażenie, że facet rozrywa ją na części, brutalnie i powoli, kawałek po kawałeczku.
I nagle się zatrzymał.
– Boli, suko?! – warknął.
Poruszyła tylko potakująco głową, nie miała się na wydobycie z siebie choćby namiastki dźwięku.
– Chcesz, aby nie bolało?
Powtórzyła czynność. Widziała, że gwałt jej nie ominie, ale jeśli może być inaczej… choć trochę inaczej…
Szybkim, sprawnym ruchem odwrócił szatynkę na plecy i wbił się w jej usta, delikatnie łapiąc prawą pierś, którą natychmiast zaczął subtelnie głaskać. Zamknęła oczy, przechyliwszy głowę na bok, nie chciała go widzieć, wystarczy, że czuła. Za moment między udami poczuła drugą dłoń, która zaczęła poruszać się dość szybko, a chwilę później jego męskość w swoim wnętrzu. Jęknęła cicho. Była bardzo spięta i mimo, że wsuwał się w nią łagodnie, zabolało bardzo nieprzyjemnie.
Zaczął poruszać się w niej zadziwiająco delikatnie, lecz z chwili na chwilę robił to coraz szybciej, przyglądając się leżącej z zamkniętymi oczami szatynce. Ciało robiło swoje i dziewczyna zaczęła doświadczać jednoznacznych doznań, z chwili na chwilę coraz silniejszych.
Erik mimo, iż rozpoczął bardzo humanitarnie, teraz, podniecony już do granic, poruszał się w niej już niemal maniakalnie, stękając na całe pomieszczenie, a ręka wręcz oszalała.
Chcąc nie chcąc, Jennifer doszła do celu, lecz był to orgazm szybki, niepożądany i wymuszony, nie mający w żadnym stopniu nic wspólnego z przyjemnością, dziewczyna marzyła tylko o tym, aby już skończył.
Życzenie spełniło się w okamgnieniu, gwałciciel przekroczył metę, wydając z siebie głośny, chrapliwy wydech, aby po chwili powalić się spoconym ciałem na jej klatkę piersiową.
Leżała w bezruchu, opanowana strachem i nadzieją, że to już koniec. Oddech mężczyzny z każdą sekundą się uspokajał, w końcu napastnik podniósł się do pozycji stojącej, podszedł do kanapy i bez słowa wytarł penisa koszulką ofiary, patrząc ironicznie w jej zmęczone oczy.
Jenny bała się poruszyć, nadal więc tkwiła w bezruchu, obserwując każdy jego ruch. Facet spokojnie się ubrał, odpalił papierosa i wolnym krokiem podszedł do ofiary.
“Boże, co teraz?!” – zamarła.
– Jeszcze raz wszystkiego najlepszego – rzekł z cyniczną łagodnością i uśmiechnąwszy się fanatycznie, soczyście ucałował jej usta, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa, zamykając za sobą drzwi… A ja myślałam o seks ochroniarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *